środa, 29 maja 2013

Ważne!

Hej,
jak już pewnie zauważyliście od jakiegoś czasu na blogu nic się nie dziej, jest to wynikiem mojego braku czasu i weny. Nie chcę dodawać tu na siłę napisanych rozdziałów, cały czas co piszę, ale nie jest to, to co chciałabym osiągną. Nie wiem kiedy pojawi się kolejny wpis, ale na pewno wszyscy si o tym dowiedzą. Przykro mi jeśli was zawiodłam, postaram się poprawić!
Marta <3

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział VI

„Każdy z nas ma takie dni, w które pragnie stać się niewidzialnym, ale wtedy przychodzą osoby, nazywane przez nas przyjaciółmi, wyciągają nas z mentalnego dołka i pokazują, że świat mimo różnic, kontrastów i zła może być jednak kolorowy”

Przytłoczona surowością tonu Alan, który nie pozostawiając mi złudzeni nakazał przygotowanie się na spotkanie z jego przyjaciółmi i prawie siłą zmusił mnie do towarzyszenie mu podczas tego spotkania. Rozpoczęłam metodyczne przygotowanie się do spotkanie, wzięłam szybki prysznic, ułożyłam włosy w koczka, który z pozoru wyglądał na niesfornego, następnie przeszukałam szafkę w poszukiwaniu odpowiednich ubrań. Z racji, że pogoda względem poprzedniego dnia uległa poprawie i przez chmury prześwitywało nieśmiało słońce, wybrałam granatową bejsbolówkę, do tego biały T-shirt z nadrukiem, ciemne rurki i jak dla mnie nieodłączny element każdej stylizacji- trampki. Wzięłam jeszcze telefon i już miałam wychodzić, gdy drzwi się otworzyły, a w progu stały dwie blondynki; Jessica i Angela. Wystraszona ich przybyciem zaczerpnęłam powietrza, spięłam wszystkie mięśnie i czekałam na atak werbalny lub fizyczny, ale takowy nie nastąpił, za to ubrane wyzywająca dziewczyny spojrzały na mnie nieprzytomnym wzrokiem i ledwo trzymając się na nogach weszły w głąb pokoju, zlustrowały mnie od góry do dołu, Angela uśmiechnęła się kpiarsko. Po czym machnęła ręką i prawie się wywracając doczołgała się do łóżka, kładąc się na nim i automatyczne zasypiając, Jessica za to stała jeszcze prze chwilę i bełkotliwym głosem zapytała.
- A ty gdzie się wybierasz, co?- już miałam posłusznie odpowiedzieć, gdy przez niedomknięte drzwi do pokoju , ze wrzaskiem wpadł Alan
- Co cie obchodzi gdzie Bella się wybiera, jak ty balujesz całe noce to nikt cię się nie wypytuje gdzie byłaś!- warkną.
- Nie ciebie Sharper się pytałam!- rzekłam bełkotliwym, ale spokojnym tonem Jessica, zbyt spokojny, prawdopodobnie od kłębionych emocji, przez chwilę patrzyła intensywnie na Alana- a róbcie sobie o chcecie, gówno mnie to obchodzi!- powiedział ostrym jak brzytwa głosem i ignorując wszystkich ruszyła w stronę łóżka. Już trochę uspokojona, spojrzałam na mojego wybawce, który patrzył na Jessicę i Angelę, a jego wzrok wyrażał najwyższą pogardę. Gdy przeniósł go w końcu na mnie, oczy mu złagodniały, a na wargi wpełzł leniwy ale i zmartwiony uśmieszek. Wiedziałam, że tym gestem próbował mnie jakoś uspokoić i ukoić moje zszargane nerwy, ale nie do końca mu się to udało, bo choć na zewnątrz zgrywałam spokojną i opanowaną, to w środku drżałam. Przybierając już poważniejszy wyraz twarzy, podszedł do mnie, i wziął delikatnie za rękę.
- To co idziemy?- spytał przyjaznym głosem. Ja w odpowiedzi skinęłam tylko głową, bo nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Po raz pierwszy ktoś staną w mojej obronie i było naprawdę przyjemne uczucie!
Wychodząc z pokoju spojrzałam, przez ramię na moje śpiące „współlokatorki”, odruchowo przyśpieszając kroku. Mój towarzysz widząc to ścisną mocniej moją rękę, przypominając mi, że nadal ją trzyma w swojej wielkiej dłoni, zmuszają mnie do zatrzymania.
- Wszystko w porządku?- spytał z zatroskanym wyrazem twarzy.
- Tak , chyba tak- stwierdziłam z nuta wahania w głosie. Teraz spoglądał na mnie z jeszcze większym zatroskaniem i współczuciem, ale i z niewiadomego pochodzenia zdeterminowaniem. Czułam się dziwnie pod ostrzałem tego spojrzenie. Już miałam spytać się o co mu chodzi, ale mnie uprzedził, tak jakby przewidział moją ciekawość i zmieszanie.
- Nie martw się Mała- powiedział czule, z taka troską jakbym była jego rodzoną siostrą, a nie zwykłą znajomą, która poznał ledwo wczoraj, wzruszyło mnie to- zawsze możesz na mnie liczyć- dodał zdeterminowany i gotowym na wszystko głosem. Zaskoczona jego wyznaniem stałam jak sparaliżowana, do ruch pobudziło mnie dopiero jego pociągnięcie, kierowaliśmy się w stronę schodów prowadzących na parter. Będą w połowie drogi minęliśmy się z Sarą- sprzątaczkę, która przyniosła mi wczoraj pościel. W tym momencie wczorajszy dzień wydawał się tak odległy, że prawie nierzeczywisty, niby zmieniło się wszystko, ale i wszystko- moja przeszłość- powróciło.
Wreszcie dotarliśmy na parter, nie odzywając się do siebie przemierzaliśmy korytarze w stronę wyjście. Znajdując się jakieś pięć metrów od drzwi uświadomiłam sobie jak bardzo pragnęłam wyrwać się z tego budynku, czterech ścian mojego pokoju, wyjść na dwór i wciągnąć świeże powietrze do płuc. Zniecierpliwiona przyspieszyłam kroku i ponaglająco spojrzałam na Alana, gdy ten przyśpieszył kroku uśmiechnęłam się do niego szeroko jednym z moich dzikich uśmiechów i wystrzeliłam przez wnękę w ścianie jak jakaś rakieta. Zatrzymały mnie dopiero zdziwione spojrzenie grupki dziewcząt siedzących przy rzadko używanych- ze względu na panujący tu klimat- ławkach. Rozpoznałam kilka z nich, widziałam je wczoraj i dziś w w stołówce, wszystkie rzucały mi pełne zdziwienia i zazdrości spojrzenia. O co im może chodzić?- pomyślałam. Zażenowana tą sytuacją spuściłam głowę na moich policzkach już dawno wykwitł rumieniec. Alan nie zwracając na nie uwagi ciągną mnie w stronę bramy. Nie mogłam już dłużej wytrzymać z dręczącej mnie ciekawości. O co im chodzi? Po raz kolejny zastanawiałam się nad tym, aż w końcu nie wytrzymałam, jakaś bariera pękła
- O co i chodziło?- zapytałam, Alan patrzył na mnie niezrozumiałym wzrokiem oczekując podpowiedzi- No wiesz, chodzi mi o te dziewczyny- wymawiając ostatnie słowo spojrzałam znacząco w kierunku ławek, na których siedziały- jak wyszliśmy tak dziwnie się na nas patrzały ni to z zaskoczenie, ni to z zazdrością. Po prostu jestem ciekawa o co im chodziło.- dopowiedziałam tłumacząc swoje zainteresowanie. Alan zerkną na mnie z lekko rozbawioną miną.
- Są po prostu zazdrosne.- teraz to ja patrzyłam na niego ogłupiła czekając na rozwinięcie jego myśli. Westchnął cicho; z przygnębienia, może z irytacji moim jak widać zbyt niskim ilorazem inteligencji. Ciekawość po raz kolejny wzięła nade mną górę.
- O co zazdrosne?
- O ciebie- odparł lakonicznym tonem. One są o mnie zazdrosne? Niby czego mogą mi zazdrościć?
- O mnie? Jak to możliwe? Co ja mam, czego one nie mają?- zadawałam sama sobie pytania. Nie znając na nie odpowiedzi.
- Jest wiele rzeczy, których mogą ci zazdrościć.- odpowiedział z przekonaniem, dopiero wtedy się skapnęłam się, że wszystkie te pytanie wypowiadałam na głos, ale przypał, teraz ma mnie pewnie za kogoś komu zależy tylko na nowych rewelacjach. Co nie zmienia faktu, że byłam też ciekawe czego według niego one mogą mi zazdrościć.
- Czego on mogą mi zazdrościć?- zapytałam z nieukrywaną ciekawością. Będzie co będzie- pomyślałam. W najgorszym wypadku padnę na kolna i będę prosić o wybaczenie, i będę obiecać, że już nigdy nie zadam mu poufnych pytań. Sama nie rozumiałam dlaczego tak bardzo zależy mi na Alanie i przyjaźni z nim. Na pewno nie była to żadna więź sentymentalna, bo przecież znaliśmy się dopiero jakieś 24 godziny. Więc co za więź? Nie wiem. Przyjaźń też odpada, nie wierzę w przyjaźń do pierwszego wejrzenia. Nigdy nie potrafiłam zaufać szybko ludziom. A teraz, sama nie wiem jak to wytłumaczyć!
- Choćby tego, że to z tobą się przyjaźnie, z nie z nimi.- ustosunkował się do mojego pytanie,wyrywając mnie jednocześnie z zamyśleń. Patrzyłam się na niego jak na kosmitę. Naprawdę chodziło im tylko o to? Spojrzałam się na Alana lustrując go od góry do dołu wzrokiem. Był niezaprzeczanie przystojny, jasne blond włosy wyglądające jak aureola otaczały jego twarz, idealnie wyrzeźbione mięśnie świadczyły o jego sile, determinacji, samozaparciu, ale i w pewnym senie o dojrzałości. Nie dziwię się, że wszystkie na niego „leciały”.
- Nie dziwię się, że wszystkie na ciebie „lecą”.- powiedziałam patrząc mu patrząc w oczy. A z każdym słowem jego wzrok przybierały łagodniejszy i bardziej rozbawiony wyraz- No co! Jesteś przecież przystojny, nawet piękny.- ostatnie zdanie wypowiedziałam tytułem usprawiedliwienia, niemal szeptem. Czułam, że cała płonę szkarłatem. Alan nic sobie nie robiąc z mojego zakłopotania wybuchł niepohamowanym śmiechem.
- No i z czego się śmiejesz?!- zapytałam oburzona.
- Z ciebie- odpowiedział zgonie z prawdą, dobre chociaż to, że potrafi się przyznać. Jednak nie zmienia to faktu, że skrzywdziła mnie ta odpowiedź. Oburzona wyrwałam rękę z jego uściski i ruszyłam przed siebie z wysoko uniesioną głową. Niestety, takie fochy i poruszanie się fochowatą pozą nie są dla ludzi z brakiem koordynacji ruchowej. Oczywiście jak to ja, po przejściu zaledwie paru kroków potknęłam się o wystający konar drzewa. Siarczyście klnąc już prawie wylądowałam na ziemi, gdy złapały mnie szerokie ramiona mojego blond towarzysza, który w pewnym sensie przyczynił się do upadku. Przecież to na niego się obraziłam, ale z drugiej strony, gdybym schowała swoją dumę do kieszeni na pewno bym tak nie skończyła. Upokorzona i niebotycznie wkurzona, spojrzałam Alanowi w oczy, w których kryło się rozbawienie pomieszane z poczuciem winy. Te skrajne uczucie sprawiły, ze jego spojrzenie było szczere, bez żadnej skazy. Wciąż wpatrzona w jego oczy dostrzegłam, że widoczne jeszcze przed chwilą rozbawienie umyka, a zastępuje jej smutek.
- Nic cie nie jest, Bello? Wszystko w porządku? Nie uderzyłaś się albo skaleczyłaś? Jak się czujesz? Nic cię nie boli? Zachowałem się jak idiota. Nie powinienem ci poz....
- No już, zamknij się!- powiedziałam hardo, przerywając w połowie jego wypowiedzi, nie chciałam, żeby czul się winny braku mojej koordynacji- nic mi nie jest i nic mnie nie boli, żyje, a nawet oddycham- dodałam z sarkazmem widząc jego powątpiewające spojrzenie Na potwierdzenie swoich słów zaczęłam się podnosić z ziemi, ale Alan mnie powstrzymał.
- Nic mi nie jest- powiedziałam przez zaciśnięte zęby oburzona jego troską. Traktował mnie jak małą dziewczynkę, wprawdzie wspominał, że jestem podobna do jego siostry, ale bez przesady. Ja mam siedemnaście lat, a nie trzy! W końcu, gdy nasze spojrzenie po raz kolejny się spotkały odpuścił sobie i mnie puścił. Wstałam otrzepałam spodnie i wolnym, spacerowym krokiem ruszyłam wzdłuż chodnika, Alan kroczył za mną
- Nadal jesteś na mnie obrażona?- spytał cicho, jakby bojąc się mojej odpowiedzi.
- A sadzisz, że powinnam?- choć zadałam to pytanie w pełnej powadze, tak naprawdę już się z nim droczyłam, nie należę do osób, które długo chowają urazę, przynajmniej nie w tak absurdalnych kwestiach.
- Nie wiem- odpowiedział cicho, unikając mojego spojrzenia.
- A ja wiem!- rzekłam beztrosko i zaczęłam się śmiać. Alan cały czas patrzył ma mnie nie zrozumiałym wzrokiem, ale z moimi kolejnymi salwami śmiechu kąciki jego ust też zaczęły drgać, w końcu i on wybuchną śmichem. Po kilku minutach opanowaliśmy się, było to spowodowane m.in tym, że rozbolały nas brzuchy i jakaś starsza kobieta z wielkim uczesanym pudlem patrzyła na nas jak na chorych psychicznie. Więc nie chcąc, by informowała jakieś organy pożytku publicznego, że po parku błąkają się jakieś świry uspokoiliśmy się i szliśmy dalej jak gdyby nigdy nic.
- Czyli już nie masz foch?- zapytał Alan niby to spokojnie, ale w jego głosie dało się wyczuć jakiś niepokój.
- Nie, nie mam już foch- odpowiedziałam, akcentując ostatnie słowo.
- To dobrze!- powiedział z wielkim bananem na twarzy. Szliśmy jeszcze jakieś dziesięć minut wzdłuż szlaku, aż nagle mój towarzysz pociągną mnie w bok, na trawnik i szybszym krokiem ruszył ku poświacie światła kłębiącej się za drzewami.
- Gdzie m-my idziemy?- spytałam z niepokojem w głosie.
- Nie boj się, Bello. Nic ci nie zrobię, nie jestem jakimś chorym na umyśle psychopatą- odpowiedział ze śmiechem.- Naprawdę!- zaręczył żarliwie, poważniejąc.
- Ok, ok ufam ci, tak?- powiedziałam zgodnie z prawdą, pewnym głosem.
Po przejściu jakiś czterdziestu metrów, wyszliśmy na parking koło jakiegoś małego centrum handlowego.
- Czemu przyszliśmy na parking? Czy mieliśmy się spotkać z twoimi przyjaciółmi?- powiedziałam podejrzliwie, a patrząc na niego zwęziłam oczy i zacisnęłam usta. Alan uśmiechnął się tylko chłopięco i ruszył ku trzem samochodom, koło których stała grupka ludzi, mniej więcej w moim wieku. Z domysłów wywnioskowała, że to są ci jego przyjaciele.
- Sharper!- krzyknął jakieś chłopak o posturze niedźwiedzia i ruszył w naszym kierunku. Za nim zaczęli podążać, w tym i on...

___________________________________________________
 Proszę kochani oto rozdział VI, mam nadzieję, że wam się spodoba, liczę na wasze opnie!
Chciałam was drodzy czytelnicy przeprosić, że tak długo nie dodawałam, postaram się aby nn pojawił się szybciej.
Loveee was Marta :* <3

sobota, 20 kwietnia 2013

Przedsmak...

„Każdy z nas ma takie dni, w które pragnie stać się nie widzialnym, ale wtedy przychodzą osoby, nazywane przez nas przyjaciółmi, wyciągają nas z mentalnego dołka i pokazują, że świat mimo różnic, kontrastów i zła może być jednak kolorowy”







... Ciąg dalszy już niedługo ...

Wiem, że jestem wredna, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie cały rozdział pojawi się jutro, a jak dobrze pójdzie to nawet dziś.
Marta  :*

sobota, 30 marca 2013

Przeprosiny i nie tylko...

Niestety nie mogę dodać kolejnego rozdziału, popsuło mi się łączę internetowe < ten post dodaje przez telefon > powinno on zostanie naprawione po Świętach, przepraszam was bardzo, bardzo mocno!

A teraz coś bardziej pozytywnego:

Kochani czytelnicy i przypadkowi goście z okazji zbliżających się świąt Wielkiejnocy pragnę wam złożyć serdeczne życzenie: 
miłości, która jest ważniejsza od wszelkich dóbr,
zdrowia, które pozwala przetrwać najgorsze.
Pracy, która pomaga żyć.
Uśmiechów bliskich i nieznajomych, które pozwalają lżej oddychać
i szczęścia, które niejednokrotnie ocala nam życie...


 





Marta :*